Zdobyć, by stracić i poczuć satysfakcję

Odwiedziłem wiele miejsc na świecie, zanim doleciałem na tę wyjątkową wyspę. Islandia mnie sparaliżowała. Różnorodnością, niedostępnością, zmiennością pogody i tym, że jej natura odsłania nie tylko to, co piękne, ale także swoje groźne oblicze.

Tak pięknie, że aż strasznie

Zbierać każdy może, trochę lepiej lub trochę gorzej… Kolekcjonuję piasek z różnych krajów świata. Chciałem więc przywieźć go również z Islandii. Wyczekiwałem na odpowiedni moment i miejsce tak, aby nie było ono oczywiste, zwykłe i banalne. Chciałem też, aby jak pozostałe w kolekcji, niósł za sobą jakąś opowieść, przygodę, historię. 

Na Islandii, niezależnie od panoramicznych ścieżek trekkingowych do wielu miejsc można dotrzeć wyłącznie samochodem terenowym z napędem na cztery koła. Korzystając z mojego wypożyczonego auta, wjechałem w północno-zachodnie tereny wyspy, w regiony bardzo rzadko uczęszczane. Jechałem drogą szutrową i częściowo kamienną, ale zauważyłem skrawek wybrzeża. Wokół świst wiatru, chmury, czasami przebitka słońca, ale ogólnie mało przyjaźnie. Decyzja – jadę w kierunku wody. Gdzieś w oddali jakaś chatka, może farmera, a może nie? Dookoła wieje grozą, to może chatka a być może jakiegoś …mordercy? Kryminały i powieści ludzi lodu kojarzyły to miejsce optymistycznie inaczej. A gdyby coś mi się stało na drodze np. opona, czy rów, czy whatever?  Telefon nie łapał zasięgu, a strach miał WIELKIE OCZY.  

Mimo to, postanowiłem próbować dojechać jak najbliżej wody. Minąłem tę chatkę-farmę. Samochód ledwo ciągnął, jakby sam widział, w co się pcha, a droga kręciła tak, żeby na pewno tam nie dotrzeć! Chciałem się poddać 7 razy, ale ja Polak. Polak nie da rady?. Chyba tylko wiara w to to, no i strach nie pozwoliły zawrócić i uciec. 

„Chiałabym, ale się boję”

Wreszcie dotarłem w okolice wody. Miejsce coś w rodzaju nie tyle upiornego, co porzuconego, strasznego, mimo wczesnej pory dni – ponurego. Pustka. Dalej jechać już nie było można, bo wodę oddzielała zatoka i wały utworzone z górskich kamieni. KAMIENI. No i co? Tyle jazdy i z piaseczku nici? Nie – Polak po raz drugi! Nie poddajemy się!

Wysiadłem z samochodu. Ekipa chciała wracać, ponieważ nie czuła się w tym miejscu komfortowo. Powiedziałem, że pobiegnę tylko za tę kupę kamieni, wezmę piaseczek, wrócę i sp… stąd. Pobiegłem. Po 10 min dotarłem do wału z kamieni. Teren mało przyjazny. Śliskie skałki, można było skręcić nogę.  Ostrożnie biegłem dalej. Przebiegłem dziurawy teren, jedną górkę, drugą, natrafiłem na barana i kilka islandzkich owieczek. O ile owieczki nie były mi obce, to baran się najeżył. Nie było czasu myśleć, czy baran się jeży, czy może bucha. Delikatnie zacząłem go okrążać, aby możliwie opóźnić jego szarżę. Patrzyłem tylko gdzie się schować? Za co? Za siebie?  Na szczęście ulotniłem się jak Dżin. Ale skoro nadal byłem na Islandii, to powiem, że jak prawdziwy polski Viking spojrzałem baranowi głęboko
w oczy, a kiedy ten spojrzał w moje polskie oczy – odpuścił.

No, więc biegnę dalej i już miałem witać się z gąska, a tu przede mną ukazała się rzeka z bagnem.
F…ck! To chyba jakieś vikingowe przekleństwo.  Za rzeką z bagnem został już tylko jeden wał i ryk rozbijających się fal z…miałem nadzieję upragnionym piaseczkiem. Minęło dobre 15 min. Właściwie powinienem już być z powrotem. Podjąłem decyzję, że przejdę przez rzekę i bagna. Zdjąłem buty zostawiłem na brzegu. Dawno straciłem z oczu samochód, bo górka tu, dół tam. Wszedłem do bagna. Przyssało. Bez paniki mówię sobie. Oglądałeś Beara Gryllsa – działaj! Uspokoiłem oddech. Kolejny krok. Nie zapadałem się głęboko, ale ten śliski muł oraz hugo wie co za robale w środku, kazały mi sp… stamtąd. Kiedy skończyło się błoto, wszedłem na dobre do rzeki – zimna jak islandzki lód!

Strach i plan

No i wtedy pojawiły się! Bezpośrednio nad moją głową! Czarne, przeraźliwie skrzeczące ptaszyska! Nie wiedziałem, co jest grane (później wyczytałem, że był to okres lęgowy i broniły swojego terytorium). Ja naprawdę nie chciałem ich żadnego jajka. Ja po mini piaseczek only! Te ptaki skrzeczały jak mewy, atakowały mnie z góry i skręcały nurkując w ostatniej fazie lotu. Dosłownie Hitchcock 2. Mówię sobie  – Get the f… outta here, ale byłem już prawie po drugiej stronie rzeki. Było już tak blisko, musiałem jeszcze przejść przez wodę.

Postanowiłem być ostrożny, przez dłuższą chwilę obserwowałem fale, aby ostatecznie wybrać odpowiednio bezpieczny moment. Jednocześnie wiedziałem, że gdyby mnie wciągnęło, nikt nie mógłby mi pomóc, a ptaszyska by mnie jeszcze zaciukały i w sumie dobrze by mi było tak. Człowiek głupi. Wreszcie udało się zdobyć próbkę upragnionego piasku! Mokry wróciłem twardy grunt. Wokół straszliwy skrzek ptaków, co najmniej jakbym rozszarpał jakiegoś z nich. A pozostałe zdawały się wrzeszczeć: coś ty zrobił?

Wracałem skostniały. Obok mnie przeraźliwy ryk fal, wiatr, pomroczność jasna. Wyznaczałem sobie pewne markery, aby móc wrócić w miarę tą samą drogą. Znowu rzeczka, muł, skałki, dziury, kamienie. Została ostatnia prosta i wreszcie dotarłem do samochodu. Towarzysze podróży czekali zaniepokojeni. Wystraszeni panującą wokół aurą, panującym mrokiem w biały dzień.
I z przeraźliwym lękiem, że …już nigdy nie wrócę. 

Refleksja

Wsiadłem za kierownicę, ale coś nie dawało mi odjechać. Czułem jakąś wsteczną siłę. Normalnie jakby laleczka Chucky była w pobliżu, albo kręcili sequel Dziecka Rosemary. A wokół cały czas ta aura, ptaki, barany, przeszkody i ciężko zdobyty piaseczek. Ruszyłem wolno. Dziwnie mi było… W końcu tak nagle, z niczego… zatrzymałem samochód. Otworzyłem drzwi.  Do dziś nie wiem, co mną kierowało.

SIęgnąłem po woreczek z piaskiem i …wysypałem go! Oddałem go naturze, która prawdopodobnie od dłuższego czasu usiłowała mi powiedzieć, wręcz wykrzyczeć, że powinienem uszanować to miejsce. Oddałem to, co do niej należało. To, co tak ciężko zdobyłem, żeby po chwili …stracić.

Do dziś na mojej półeczce stoi pusta buteleczka z wetkniętą do wnętrza flagą Islandii. Bez piasku, ale cenniejsza, niż gdyby w środku był. 

Nie musiała mnie nawet pocieszać nasza narodowa pieśń: Nic się nie stało Polacy nic się nie stało…” Opuściłem tamto miejsce z uśmiechem i naprawdę ogromną satysfakcją, lekkim sercem
i podwójnym szacunkiem dla islandzkiej natury, która jak na kilku fotkach poniżej, jest piękna forever.

Nadal zbaczam z utartych ścieżek

Podobne posty

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.