|

Z życia na Antypodach

Przyzwyczaiłem się już w tych stronach świata do miłego podejścia człowieka do człowieka. A życie ciągle zaskakuje czymś nowym. Pisałem kiedyś, jak z synem jedliśmy banana przed sklepem
w Nowej Zelandii, zupełnie obcy tutaj, inni. Dwie dziewczynki  w wieku szkolnym widząc i nie znając nas, powiedziały do nas ot tak od siebie – „Enjoy your banana!” życząc nam smacznego. Spojrzeliśmy z Patrykiem na siebie. Na naszych twarzach wymalowane było miłe zaskoczenie i uśmiech.

Czekając na lotnisku na swoje połączenie, czytałem książkę.  Obok mnie siedziała i coś konsumowała nowozelandzka para. Przeprosili mnie i zapytali czy nie mam ochoty na napój limonkowy.  No jak nie, jak tak, pomyślałem! Przepraszali, że w ogóle mi zawracają głowę i że już powinni pójść na samolot, a po prostu chceli mnie zapytać, czy miałbym ochotę, bo szkoda byłoby nieotwartą, zakręconą butelkę wyrzucić. Życzliwość smakowała podwójnie.

Auckland. Któregoś dnia sąsiadka tak z niczego, a fajna zresztą (to może z czegoś :)? przyniosła upieczone ciasto. Miłe, przyjemne, u nas w kraju również praktykowane. Przemiła rodzinka Roberta
i Lee u których zamieszkałem, wielokrotnie pokazała, jakie relacje pełne miłości panują na codzień  
w sąsiedztwie i w ich rodzinie. Nie tylko przy stole, do którego możliwie zawsze zasiadali wszyscy razem, zapraszając gości i wszystkich, którzy ich dom w tym czasie odwiedzali. 

Kto z kim przystaje takim się staje

Dobre uczynki wracają. Na tej szerokości geograficznej to się z pewnością sprawdza. Uśmiech wraca. I uśmiech jest zaraźliwy. Sprawdzone również na naszych rodakach. I uśmiech jest …za darmoooo! -ulubione słowo niektórych narodowości.

Przeżyłem już wiele sytuacji w Australii i Nowej Zelandii, kiedy ktoś z turystów coś gdzieś zostawił. Były to np. dokumenty, plecaczki, telefony, torebki itp. Jakie było moje polskie zdziwienie, kiedy skuteczność odnalezień wyniosła 100%. ! Nie musiała taka być przecież, ale była. To naprawdę robiło wrażenie. 

Cook Islands, kolorowe krzaczory na głowie to tradycja. 'Ei katu, czyli wieniec z kwiatów. W jęz.maoryskim 'ei, to coś, co się nosi na głowie, szyi, lub na biodrach w postaci muszelek, kwiatów i liści. 'Katu’ oznacza głowę, czaszkę.  

Innego dnia na plaży ktoś biegł i z kieszeni wypadły mu kluczyki, czego nie zauważył. Zauważył to natomiast jeden z plażowiczów, podniósł je i pobiegł za gościem żeby mu je wręczyć. Oczywiście
u nas byłoby podobnie, ale warto pokazywać takie przykłady w dzisiejszym świecie nienawiści politycznej. 

Do mnie tez wielokrotnie dobro wróciło w wielu sytuacjach, a przecież nietrudno komuś podać rękę, pomóc,  zrobić mały gest nie zastanawiając się nawet nad tym. Rośnie wtedy miłe poczucie czegoś pozytywnego. I czy to będzie pogłaskanie kota, czy wytarganie sierściucha, albo zakup kanapki bezdomnemu, to satysfakcja jest ogromna. Mały, wielki gest bez oczekiwania na uznanie. 

Życzliwość i nastawienie

Na wyspach Pacyfiku życie nie jest lekka i usłane różami. Na codzień się nie przelewa, a kiedy przelewa, to po huraganie i tsunami. Ludziom finansowo żyje się ciężko, ale są uśmiechnięci
i życzliwi, czego mi bardzo brakuje w naszym polskim codziennym życiu. 

Bliskie spotkanie kiwucha z orzełkiem. W tamtej chwili orzełek zamknął mu dziób.

Kiedy odbieram Polaków z lotniska za granicą, to jak wychodzą z walizkami po odprawie, to od razu ich poznać.  Nie tylko po zmęczeniu spowodowanym jet lagiem, ale ogólnie brakuje nam tej radości, tego pozytywnego podejścia. Często też po prostu życzliwości wobec drugiego człowieka. Przykładów mógłbym mnożyć. 

Lepiej koncentrować się na tych pozytywnych np.  Janka  – mojego kolegi anestezjologa. Po zabiegu operacyjnym w Nowej Zelandii Janek wracał do Polski samolotem w biznes klasie. Kiedy jedna z pasażerek w zaawansowanej ciąży uskarżała się na bóle ciążowe, sam ustąpił jej swoje biznesowe miejsce, aby mogła wyciągnąć się w pozycji horyzontalnej. Tak była zaopiekowana!  Sam ledwie zipał po zabiegu. Ty był Polak! Janek Szpor. Można? I znam takich wielu, z których jestem dumny. 

Uśmiechajmy się.  Za to się nie płaci. Otaczajmy się pozytywnymi ludźmi. Tak jak moja mama. Nigdy, nawet wtedy, kiedy nam było w życiu ciężko nie narzeka i zawsze była dla nas pozytywna. I jest do dziś. Normalnie matka – Polka, zajechana, ale dla dzieci wszystko!  

Dlatego pamiętajcie, że matka jest tylko jedna, tak jak „Jasiu”, który miał przynieść mamie dwie „połówki” z lodówki. Pobiegł do kuchni, otworzył lodówkę i krzyknął:
„Matkaaaaa!  – Jest tylko jedna!” 

Mama –  loveczka!

Podobne posty

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *