Zejdź na ziemię

Nie minęły nawet 3 (!) dni po mojej dłuższej nieobecności w kraju,
a spotkało mnie już kilka niespodzianek, które podniosły mi ciśnienie. 

Budzimy się, halo, tu Polska

Zrelaksowany, choć nieco niewyspany wyszedłem z hali przylotów i spotkałem się z kumplem. Potrzebowałem jakiejś koperty, aby zapakować jedną z rzeczy przywiezionych przez moich zapominalskich turystów. Poszedłem do lotniskowych biur podróży prosząc o kopertę. Nie wiedzieli, że jestem pilotem. Popatrzyli na mnie optymistycznie spode łba. Nawet nikt nie zapytał w czym mogę pomoc, nikt się nie uśmiechnął, nie wstał z krzesła, nie zainteresował się.  Po prostu przyszedł petent i czegoś chce, jak tak można! Wysłali mnie na drzewo.

Jaki byłem rozczarowany mając w pamięci pomocnych ludzi o tam daleko za oceanem. Czekam, aż ktoś mi zaraz powie – To wyp…. z powrotem, jak Ci tu źle… Zimny prysznic z napisem Welcome back, asshole (to do siebie oczywiście). A czego się spodziewałeś? No jak to  – spodziewałem się tylko normalności – przecież podobno idzie nowe ?! 

Jazda polska

Dochodząc do siebie opuściłem lotnisko i już w drodze do domu autostradą z każdym kilometrem ciśnienie zaczęło mi systematycznie podskakiwać. Agresywna jazda innych użytkowników drogi, trochę już jakby przeze mnie zapomniana, po tym, jak spokojnie samochodem przemierzałem Australię, czy Nową Zelandię. 

Już po kilkunastu kilometrach jazdy dostałem zjeby (wybaczcie, ale to właściwe słowo). Jak się chwilę później okazało, od baby (też wybaczcie drogie panie, ale to potoczne stwierdzenie i bez urazy), która nie miała czym, ale dogoniła mnie sennego, gdy wyprzedzałem. Światłami  mnie zj…, żebym natychmiast zjeżdżał z pasa, bo ONA jedzie. Na dojeździe wymachiwała już rękoma przed szybą i posłała mi co najmniej kilka ch…., co bezbłędnie odczytałem z jej brzydkich ust. Witamy w Polsce Andy! WAKE UP!  Mogłem ją tak  przytrzymać z kilometr na lewym pasie, może by przemyślała, ale odpuściłem nieświadomy czy może w temacie emancypacji, równości podczas mojej nieobecności się nie wydarzyło. 

Polityczny, złodziejski interes

Kolejny strzał dostałem, kiedy rozglądając się w moim mieście wokół znanych mi ulic moje oczy nie widziały już stojących tam kiedyś drzew. Okazało się że jakiś minister na Sz. dał zielone światło na karczowanie drzew w Polsce. I nikt tej wycinki nie zatrzymał?!  Gdzie byli moi kumple ze stadionów?  Panowie?! Nikt się nie oflagował, nikogo nie skarcił, nie przypiął się łańcuchami? Zawód totalny. Widocznie drugie tyle było popleczników, którzy z przyjemnością do wycinki przystąpili. Bo kornika w mieście nie było od czasu Krzyżaków.

Idź się wyspać, bo grom z nieba Cię trafi

W chacie lodówce przyznać muszę – nawet nawet. Mój syn się zlitował i kupił żarełko, więc było coś więcej niż tylko światło, ale do sklepu poszedłem dla odmulenia. Stoję w kolejce do lady z wędlinami – taaaką miałem ochotę wreszcie na polską jakąkolwiek kiełbasunię! Jedna sprzedawczyni obsługuje gościa przede mną, ja za nim. Za mną z czasem ustawiła się już spora kolejka. Wreszcie przyszła druga sprzedawczyni, ale zaczęła pozorować pracę. Przyniosła z magazynu coś tam i zaczęła układać sobie towar. Kolejka rośnie. Gula rośnie jeszcze bardziej. Dotowarowywała. Tylko po hugo, skoro tam jeszcze towar był, a kolejka rosła. Więc never oziębły na takie sytuacje grzecznie zapytałem, czy pani nie może zacząć nas obsługiwać, a to co robi teraz, niech sobie zrobi, jak nie będzie kolejki. I wiecie co mi odpowiedziała? Nie zgadniecie. Powiedziała cyt. ” Nie mam czasu”. 

Wracając ze sklepu skrzyżowała mi się moja ścieżka ze ścieżką jednej z kobiet w ponad średnim wieku. Kobieta miała minę jakby świat zrobił jej krzywdę, a to tylko starsza Polka była. Zszedłem jej
z toru, chociaż miałem „pierwszeństwo”. Myślałem, że coś powie w stylu australijskim np. thanks mate, czy no worries, czy sorry, czy najzwyczajniej uśmiechnie się, a ona  – NIC. Ja w kulturowym szoku jeszcze. Nawet serial dawny Czarne chmury miał chmury mniej pochmurne od wyrazu jej twarzy. Kolejny wstrząs. Oddychaj ! – mówiłem do siebie wracając do domu. 

Przecież może być inaczej

Ludzieeeeee !!!! Uśmiechnijcie się. Nawet jak jesteście w chwilowej czarnej… Nieistotne, czy macie rację czy nie, nie rzucajcie kłód, a je usuwajcie. Bądźcie przede wszystkim dobrzy dla siebie i innych. Będzie nam wszystkim lepiej się żyło. 

W Nowej Zelandii po wyjściu ze sklepu obrałem banana i zacząłem go jeść, a siedzące na ławce dziewczynki coś tam zagadnęły jak nam się tu podoba. Odwróciłem się i jedna z nich z uśmiechem powiedziała nie znając mnie przecież „Enjoy your banana”.  Życzyła miłego dnia, poszła z koleżankami dalej. Spojrzeliśmy na siebie z synem i szczeny nam opadły z miłego zaskoczenia.

Back to ojczyzna

Kiedy się już wyspałem, oklepałem wiszący worek, zjadłem naszą wreszcie jajeczniczkę, wymieniłem opony na letnie i odkurzyłem rower. Pod wieczór wybrałem się rowerem do kumpla, aby zdać coroczne onlinowe egzaminy na skoki spadochronowe. 

Wiem, że sam bywam niecierpliwy. Chciałbym szybkich rozwiązań i wielokrotnie za granicą dostawałem wewnętrznego krwotoku, jak musiałem gdzieś stać, na coś czekać itd. A wszyscy wokół byli spokojni, wyluzowani, wiec pomyślałem sobie, że to chyba ja mam coś z bańką nie tak. Kiedyś Pani psycholog powiedziała mi tak i to zapamiętałem do dziś: „Jeżeli 10 osób mówi Ci, ze masz ogon, to w końcu obejrzyj się za siebie”. 

Słońce 🙂

Na szczęście podczas tych 3 dni doświadczyłem również wielu przyjemności – wiele życzliwych maili i wiadomości. Słowa wsparcia z wielu stron są budujące i sprawiają, że nadal się chce. Wyspałem się, wreszcie jak człowiek potrenowałem, obejrzałem kilka bardzo dobrych walk bokserskich. Serce zawodników do walki było niewyobrażalne!!!  Inspirujące.

Naprawiłem mamie kran (ja – dwie lewe rączki do takich robótek), zajechałem drążek do ćwiczeń
i jednocześnie siebie, wiec jest pozytyw. Ładna pogoda była, papierologię mam za sobą, jest czas na naukę i pakowanie do Czarnobyla. Tak a propos – proszę nie wiązać ataku na ambasadę PL na Ukrainie ze mną – ja dopiero tam się wybieram i takich pomysłów nie miewam. 

Pozytywni ludzie świata – łączcie się! Znam ich wielu i dodają mi powera, dają światu, to co najpiękniejsze – inspiracje i ducha. Spośród wielu, dla mnie wybitnymi i pozytywnymi osobami są: Aleksandra Szwed, Małgosia Zawadzka, Anita Piłat, Kasia Lens, Beata Aqachmar, Ola Kliber-Hnatejko, Joanna Marciniak, Malgosia Sokołowska, Jerzy Sułkowski, Entropia Kopernik vel Alice Taciak NYC !!!, Barbara Betts (AU), Marta Iskander, Lidka Warmuz, Bear Grylls, Ania Chmielewska, Dominika Eichberger, Arletta Budziszewska, Beata Pawlikowska. I wiele, wiele innych, o których może  w tej danej chwili nie pomyślałem, ale są ze mną często. Poczułem się przez chwilę jak na Oskarach.  

Po trzech dniach na ojczystej ziemi człowiek się szybko zaaklimatyzował. Bo jak inaczej żyć? Uwielbiam powroty, ale zderzenie z ojczystą rzeczywistością bywa stresujące. Gdybym spisywał takie sytuacje, jak wyżej – zresztą chyba, jak każdy z nas  – myślę, że współczesny Bareja mógłby zrealizować już kolejnego Misia. 

Dobrze, ze otwieramy sezon spadochronowy w weekend. Przewietrzymy tyłki, poskaczemy w formacjach, powygłupiamy się w powietrzu i znowu wróci to wspaniałe uczucie radości. Niech endorfiny rulez forever! Have a good one!

Podobne posty

Dodaj komentarz