Mile zaskoczyć

Prywatnie, służbowo, czy ze spadochronem, trochę się już nalatałem. klasie z kurami, ale tez i w klasie „wyższej”, choć wolę określenie „bardziej zasobnej”. Jedno nie wyklucza drugiego , ale dziś nie o wywyższaniu się.

Niepewność

Przed kolejną z moich dalszych moich podróży, wreszcie odprawiłem swój bagaż na lotnisku w WAW. Otrzymałem boarding pass z miejscem w klasie economy liniami Emirates. Tuż przed wejściem na pokład wręczono mi inną kartę pokładową ze zmienionym miejscem w samolocie. NIc szczególnego, czasami tak się zdarza. Zdziwienie moje było ogromne, gdy nowym miejscem okazało się miejsce nr 2A w biznes klasie. Upewniłem się dwukrotnie u stewarda, czy to moje miejsce, a ten z uśmiechem zapytał mnie, czy coś jest w nim nie tak?

Niewątpliwie wywołano na mnie efekt WOW, wiec z odrobiną nadal dystansu zasiadłem w te trony. Ja, taki mini, a fotel 7x większy ode mnie. Zagłębiłem się, a w zasadzie od razu się w nim zgubiłem. Przycisków dokoła więcej, niż na pulpicie operatora w NASA. Po krótkim półgodzinnym szkoleniu opanowałem podstawowe funkcje układania fotela z pozycją zagipsowanego pacjenta na złożonym szpitalnym łóżku włącznie. 

Na salonach

Zanim uporałem się z fotelem,  steward 5x przynosił i wciskał mi wino i soczki, a że  z grzeczności odmawiałem tylko co drugi, to po 10 minutach pęcherz miałem,  jak po suto zakrapianej  nocce, a duże oczy błagały o spacerek tam właśnie.

Potem tylko jeszcze 15 pytań stewarda, czy życzę sobie dodatkowo aperitif jeszcze trochę wcześniej, niż przed obiadem, czy dopiero tuz przed obiadem. Zacząłem się zastanawiać, kiedy ja w końcu skorzystam z tych wszystkich  dobrodziejstw, albo kiedy po prostu odpocznę na tych salonach, nie mówiąc o tym, żeby sobie w spokoju poczytać. 

Żałowałem, że nie było tam  ze mną moich kolegów, którzy na pewno by nie odmawiali, no bo przecież szkoda, żeby się zmarnowało. Kilka gatunków wina, 3 rodzaje szampana, coś mocniejszego w kilkunastu odsłonach, piwko (zaraz mi się przypomniało „Liwko Liwko skocz po piwko” – majstersztyk :))) i inne godne polskiego podniebienia specjały.  A ja, choć na trzeźwo, byłem pełen obaw, że z samolotu mnie później wytoczą.

Refleksje

Fajnie jest mieć farta, ale to tak w życiu jest, że jak się zrobi komuś dobrze, to duże prawdopodobieństwo jest, to Tobie tez ktoś kiedyś zrobi dobrze. I ta miła świadomość, błogostan. Zrobiono mi dobrze, widocznie Pan Andy Farciszewski na to zasluzył 😃 (i tak to sobie tłumaczmy!).  

Standard lotu i serwisu absolutnie rewelacyjny.  To nie tak, że Andy zachwyca się czymś, co dla innych jest standardem, ale m.in. dzięki takim sytuacjom może się dzielić również z tymi, którzy tego dnia takiego farta nie mieli. Życzę każdemu (farta w znaczeniu jęz. polskiego). 

Nie oceniajcie pliiis, ze to nic szczególnego, bo  „latacie tak zawsze”, albo ze „są lepsze linie lotnicze i możliwości”. Pewnie, że „zawsze znajdzie się coś lepszego” np. private jet z obsługą stewardess w opcji full :). Póki co, ja się cieszę każdą chwilą.

Życząc dobrym ludziom opcji full,  korzystam z nieobecności stewarda i zamykam na chwilę  oczy. Ukazuje mi się obraz pułkownika Kwiatkowskiego, kiedy ten się rozpłakał na widok cudownych ciasteczek, wróóót, – ciach  młodziutkiej Renaty Dancewicz. 

Nie wyrywajcie mnie z tego snu…

Podobne posty

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *