Działaj, tu i teraz! część 2

Turystyka, to jedna wielka niespodzianka. Każdy pracujący w tej branży doświadcza wielu nieprzewidywalnych sytuacji. W organizowaniu podróży i w ich realizacji, bo życie lubi zaskakiwać, najczęściej działając według praw Murphy’ego. 

Pracujący na pierwszej linii w charakterze kierownika wyprawy i pilota wiedzą, że zdarzyć się może wszystko. I zdarza. Wtedy najważniejsze jest jedno. Działać, tu i teraz. No matter what. Podnosić na duchu, dawać przykład i działać.

Niemal z każdej, wydawałoby się niemożliwej sytuacji, można wyjść choć trochę mniej poturbowanym (patrz: Ernest ShackletonBear Grylls), a czasami można to zrządzenie losu zamienić w sukces. Empatia, współpraca, przykład, pomoc, czy stanowczość nagrodzą szacunkiem i wdzięcznością na zawsze. Podróże, to doskonała lekcja życia, nauki i pokory. 

Samoa

Po kąpieli w cenotach i pikniku nad oceanem leżymy rozłożeni w talofa (chatkach na palach).

Przyjemna bryza. Odrobina lenistwa. Atmosfera błogości. Mogłaby tak trwać i trwać, ale czas wracać. Wsiadamy do busa. Po kilku kilometrach nasz stan uniesienia zostaje dramatycznie zweryfikowany. Opatrzność zatrzymuje nas przed osuwającą się na drogę górą (landslide). Spadające głazy i ziemia. Czarne i katastroficzne myśli. Nasz busik i każdy mógłby zostać mieciony do oceanu. To naprawdę nie była gra komputerowa. Mieliśmy – i nadal mamy – jedno życie. 

Argentyna

Zauroczeni pięknem brazylijskich oraz argentyńskich wodospadów Iguazu gotowi na transfer do Buenos Aires. Droga lotnisko. Jedyna, żadnych alternatyw. Zatrzymuje nas policja i próbuje zawrócić. Przed nami polityczne rozruchy i barykady. Negocjuję. Dzięki hojności mojej dłoni, czytaj portfela, policjant nas przepuszcza, ale na moją odpowiedzialność. Żadnej gwarancji bezpieczeństwa. Nie mam wyboru. Samolot nie poczeka.

Na kilometr przed barykadą kierowca busa odmawia dalszej jazdy. Boi się o siebie i sprzęt. Zbyt niebezpiecznie.  Jedyna szansa to przejść na drugą stronę i tam złapać dalej transport na lotnisko. Szybka decyzja i polecenie – zabieramy walizki i za mną w kierunku barykady. Pech chciał, że tego dnia ubrałem koszulkę Brazylia. Zdziwienie na twarzach argentyńskich protestujących, widzących grupę ludzi z walizkami na barykady z liderem w koszulce Brazylii – bezcenne.

Kolejne negocjacje. Los Polacos, Jan Paweł II, Polska-Argentyna, piłka nożna, argentyńskie kredyty, Maradona, Maanam-Boskie Buenos Każdy argument który dało się wykorzystać, miał znaczenie. Zapytałem co to za manifa. Służba zdrowia i nauczyciele. Poinstruowałem jak to się robi w Polsce – palenie opon, koktajle, cegły, do ostatniej kropli krwi itp. Konsternacja… Po chwili, z podziwem
i szacunkiem nakazali zrobić szpaler, abyśmy mogli przejść na drugą stronę. Pamiątkowe zdjęcia, viva Polonia, uśmiechy, szybki wywiad do telewizji.

…ale do lotniska jeszcze ….ooooo. Znaleźli się  „warszawscy taksówkarze”. Cena za dowóz bandycka. Za tą cenę kupiłbym bilety do Ushuaia. Wystarczyło na jeden transport z „rannymi”, starszyzną
i walizkami. Pozostali mieli iść pieszo prosto drogą tak daleko, aż dojdą do lotniska lub dopóki nie zorganizuję kolejnego transportu., który wyjedzie im naprzeciw. Koniec końców transportem kombinowanym dowiozłem resztki ekipy na lotnisko na ostatnią chwilę. Jak dobrze, że za młodu oglądało się „Jak rozpętałem II wojnę światową”.  Duch i pomysłowość Janka Dolasa  nie poszły w las!

Alaska

Rozprzestrzeniające się pożary i wiatr uniemożliwiają kontynuację wycieczki. Nie tylko naszej. Jedyna droga zablokowana. Nie wiadomo na jak długo. Droga objazdowa, to min. kilkanaście godzin jazdy. Odpada. Kierowcy tyle nie pociągną z uwagi na przepisy. 

W oczekiwaniu na efekty działań straży pożarnej i wojska otrzymujemy zorganizowane na szybko paczki żywnościowe i wodę. To si szybko nie skończy. Intuicja podpowiada, że trzeba działać.
W innym wypadku pozostanie zimna noc z grupa w autokarze, bez toalety, ciepłego posiłku,
w środku niczego. Szybkie decyzje i zgoda kontrahenta na organizowanie noclegu. W promieniu 120 km nie ma jednak nic! 

Bunt turystów. A jakże – Polacy przecież. Jak nie przejedziemy? -Nie, nie przejedziemy, bo POŻAR
i nie ma przejazdu, a wojsko walczy o życie ludzkie i ich dobytek. Następnego dnia zobaczą spalone domostwa, sprzęt oraz kilometry drogi nadal pełnej dymu. Póki co napięcie i wygórowane oczekiwania. Na szczęście szybko zweryfikowane przez sytuację. Dziesiątki autokarów spieszących z turystami na statki-wycieczkowce – uziemione. Co oni mają powiedzieć?! 

Udało mi się chyba cudem załatwić noclegi dla grupy w czterech różnych miejscach. Zanim do nich dotarliśmy była już głęboka noc, ale każdy miał cieple łóżko, prysznic, herbatę i kawę. I jak to w życiu… Niestety nie wszystkim można było dogodzić. Cyt. turystę: Dlaczego ja mam spać tu, a ktoś inny
w lepszych warunkach? Niektórzy zapominają, że to nie hotele %* z All Inclusive na riwierze tureckiej. To dzika Alaska.

Zanim dojedziemy już nocą do pierwszych lodży, na drogę wybiega nam ogromny niedźwiedź brunatny. Kierowca – miłośnik zwierząt krzyczy z przerażenia. On już wie, że nie uniknie uderzenia.    Gwałtownie hamuje. Niedźwiedź jest za duży. Autobus uderza rogiem zderzaka w misia. Chce się płakać. Nie można wysiąść. Alaska. Bezpieczeństwo. Kierowca psychicznie zdruzgotany. Następnego dnia w tym miejscu szukam śladów życia. Jest mała nadzieja, że uciekł i …przeżył. Żyję nią do dziś. 

Turyści zakwaterowani i bezpieczni. Po modyfikacji programu z przyczyn niezależnych kontynuujemy wycieczkę, po prowizorycznym, zorganizowanym na świeżym powietrzu śniadaniu. Turyści jeszcze nie wiedzą, że będzie to dla nich jedna z najpiękniejszych wypraw w życiu. 

Podobnych sytuacji życiowych w turystycznym świecie jest mnóstwo. Jeżeli chcielibyście dowiedzieć się więcej o: 

  • migotaniu przedsionków turysty, który zdążył wysiąść ze statku na Alcatraz w San Francisco, 
  • napadzie na turystę w St Louis w Senegalu, 
  • przygodzie na olimpijskim stadionie w Atenach, którego efektem było otwarte złamanie, operacja, ewakuacja turystki do Polski, 
  • pożarach w Californii (US) i British Columbii (CA),
  • zagubionych przez opieszałych turystów dokumentach, portfelach i całych plecakach w Nowej Zelandii i Australii  (zakończonych sukcesem i 100% skutecznością), 
  • ewakuacji grup z Australii i Nowej Zelandii w związku z Covidem19 i uratowanym turystą przechodzącym zawał na transferze we Frankfurcie. 

Zapraszam na wyprawę .    Andy Strauss

Podobne posty

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.