A może balonem?

Pewnego dnia zadzwonił telefon i otrzymałem propozycję uczestnictwa
w międzynarodowych zawodach balonowych...

Kiedy systematycznie skakałem jako skoczek spadochronowy, nie miałem jakoś ani czasu, ani okazji, aby polatać balonami.  Byłem jednak pewien, że realizacja tego celu, to tylko kwestia czasu. Oczywiście skoki spadochronowe, a loty balonem, to inna bajka, każda z innego rozdziału o lataniu, ale obie dyscypliny wciągają.

Grawitacja i adrenalina

Skoki wpływają rewelacyjnie na wydzielanie serotoniny. Balony również, ale balonem płyniesz
w powietrzu. Do tej pory żyłem speedem. Szybowce oferują jeszcze inne doznania, szczególnie akrobatyczne. To, co wielokrotny mistrz w akrobatyce szybowcowej – Edek Janowski zrobił ze mną podczas lotu, było ekstremum, które zapamiętam do końca życia. Pętle, śruby, beczki, przewroty, pionowe zjazdy w stronę zbliżającej się z niebywałą prędkością ziemi, to wrażenia, jakie zapewnił mi Edek. Szacun forever!!! Ręce trzęsą mi się do teraz, Edkowi też.

Trzeba było na chwilę zwolnić… Balony. Dotychczas,  jak większość z nas, latałem  jako pasażer samolotów rejsowych i czarterowych. Wielu modeli, od Boeingów i Airbusów poprzez Cessny, Antki, Wilgi, śmigłowce wojskowe i cywilne, przeznaczone i do skoków i do celów komercyjno-turystycznych, ale do balonów jeszcze nie dotarłem. Telefon, jak się okazało, miał to zmienić. 

Idzie nowe

Wcześniej już przechodziłem wstępne szkolenia zakresie baloniarstwa i kręciłem się, jak młody wokół balonów. Składałem balony, rozstawiałem je, jeździłem za balonami z przyczepką, aby je potem zbierać i pozwozić, ale za dużo nie latałem. Tym bardziej oferta udziału w zawodach wydawała mi się jakimś cudem. Nie wiem, skąd mnie wzięli, widocznie dobry duch popchnął przygodę w moim kierunku. Niedługo potem siedziałem ze swoją ekipą i utytułowanym pilotem
w busie z przyczepką balonową w drodze do Francji.  

Zawody miały miejsce na przełomie lipca i sierpnia na lotnisku Chambley we Francji. Były  to już 13-ste Światowe Balonowe Mistrzostwa Lotaryngii.  Impreza organizacyjnie okazała się dużym wyzwaniem dla Francuzów, w której uczestniczyło 408 załóg z 25 krajów, w tym 4 z Polski. Reprezentowałem załogę, której doświadczonym pilotem był Włodzimierz Klósek. Lataliśmy balonem Lindstanda typu LBL 105A z reklamą sponsora – firmy Sprint Air. 

Balonówy tour de Lotaryngia

Podczas 10 dniowego pobytu,  polataliśmy na tyle, na ile pozwalała nam pogoda, ale wiatr często krzyżował organizatorom plany.  Przeżyliśmy również małe huragany, które potargały obozowiczów pola namiotowego. Przyjąłem osobiście balonów chrzest oraz polatałem wśród dziesiątek rywalizujących ze sobą ekip.

Podczas tego eventu cieszyliśmy się obecnością 13 gazowców (balony gazowe wypełnione gazem lżejszym od powietrza np. wodorem lub helem), które startując na nocny lot, miały pokonać jak najdłuższy dystans. Widok samych balonów był rewelacyjny. Całą imprezę oglądały tysiące kibiców, którzy, podobnie jak na Tour De France, ustawiali się również na trasie przelotu naszych balonów oraz podobnie, jak załogi balonowe, jeździli samochodami w pogoni za balonami. 

Nad całością czuwały śmigłowce oraz paralotniarze, którzy obserwowali, czy zawodnicy nie wyrządzają szkód rolnych, ponieważ dopiero co się rozpoczęły żniwa w tamtym regionie. Tego lata ustanowiono również kolejny rekord z tzw. linii, (czyli ustawieniu się w linii i napełnieniu czaszy  ogrzanym powietrzem jednocześnie jak największej ilości balonów). W tej konkurencji ustanowiono na tej imprezie rekord  – naliczono i zaliczono 391 balonów!

 

Szok wynikowy

Spośród ponad 400 balonów, w ścisłych zawodach sportowych wystartowało 85 ekip. Rywalizowaliśmy również z balonami typowo sportowymi, czyli technicznie mającymi nad nami przewagę. Nie poddawaliśmy się,  jak Tommy Lee Jones w „Ściganym”. Nasz kapitan dzięki swojemu zmysłowi i umiejętnościom doprowadził naszą ekipę na podium !!!  Zajęliśmy 3 miejsce !!! To mój przypadkowy największy baloniarski sukces eter, bo przecież ja tylko byłem zwykłym członkiem załogi. 

Lewizna

Ponieważ zabrałem ze sobą spadochron, ostatniego dnia, w ostatnim wylocie kapitan pozwolił mi
z balonu wyskoczyć, co z przyjemnością uczyniłem. Ten wylot wliczał się już do zawodów. Mogliby nas za ten mój skok zdyskwalifikować. Polecieliśmy balonem nieco dalej, wydawało się poza poza zasięg wzroku żandarmów i wyskoczyłem. Cudo, miód, malina. W baloniarstwie jest tak, że samochód z przyczepą stara się śledzić balon i jedzie za nim, więc moja ekipa musiała szybko mnie zlokalizować i dopaść tuż po wylądowaniu, abym szybko uciekł przed żandarmami. To, co zrobiłem było niedozwolone. Czyż nie pięknie?

Jest pięknie, bo baloniarstwo jest piękne. Nie ważne, czy latamy sportowo, czy korzystamy z przelotu turystycznego na Mazurach czy w Kapadocji. Polecam. Nie za rok, nie tam kiedyś. Już. Teraz. Korzystajcie i poczujcie się jak bohaterowie Juliusza Verne’a w powieści „Pięć tygodni w balonie”. 

Podobne posty

Dodaj komentarz